"Ojciec roku", Magdalena Ostrowska

"Ojciec roku" Magdaleny Ostrowskiej [Wydawnictwo Flow #współpracabarterowa] to poruszająca, ciepła, momentami zabawna, a momentami boleśnie prawdziwa historia o ojcostwie, dorastaniu do odpowiedzialności i o tym, że czasem dziecko pojawia się w naszym życiu po to, by nauczyć nas, kim naprawdę jesteśmy...


Patryk ma 24 lata, nieskończoną maturę, kilka prac na głowie i wynajmowany pokój w mieszkaniu z innymi mężczyznami. Ojcem został jako nastolatek, ale nigdy tak naprawdę nie był obecny w życiu swojej córki, Tosi. Wszystko zmienia się pewnego dnia, kiedy pod jego drzwiami staje Marta, jego dawna miłość, z małą walizką i córką. Oznajmia mu, że musi wyjechać do Australii i zostawia Tosię pod jego opieką. Na pół roku. Dla Patryka to prawdziwy szok. Nie zna się na dzieciach, nie wie, jak być ojcem, a jego córka nawet nie do końca wierzy, że naprawdę nim jest.

I właśnie wtedy zaczyna się najpiękniejsza część tej historii. Patryk uczy się ojcostwa od podstaw. Popełnia błędy, zalicza mnóstwo zabawnych wpadek, złości się, bezradnie rozkłada ręce, ale przede wszystkim zaczyna poznawać własną córkę. Tosia powoli przestaje być dla niego tylko dzieckiem, któremu płaci alimenty. Staje się całym jego światem.

Na jego drodze pojawia się również Maja. Dziewczyna, przy której Patryk zaczyna dostrzegać, że być może zasługuje na coś więcej, choć sam długo w to nie wierzy. Wydaje mu się, że przez brak wykształcenia, trudną przeszłość i życie, które do tej pory prowadził, nie pasuje do świata Mai. Tymczasem właśnie dzięki niej i Tosi zaczyna rozumieć, że wartość człowieka nie mieści się w świadectwie, pieniądzach ani w tym, jak wygląda jego życie na papierze.

Ogromnie urzekł mnie motyw lisów, który towarzyszy całej historii. Nie zdradzę, co dokładnie oznacza i dlaczego staje się tak ważny, ale mogę powiedzieć jedno. Kiedy poznacie jego znaczenie, możecie potrzebować chusteczek. Ja potrzebowałam.

To również książka o przemianie. Patryk nie staje się nagle idealnym ojcem. On po prostu każdego dnia próbuje być lepszy. Uczy się kochać, być odpowiedzialnym, walczyć i przede wszystkim być obecnym. A scena z ukochaną lalką Tosi, której dziewczynka obcina włosy, a Patryk później próbuje ją naprawić, jest jednym z tych drobnych momentów, które mówią o miłości więcej niż najbardziej wzniosłe deklaracje.

Autorka świetnie oddała męską narrację. Jest dosadnie, czasem wulgarnie, czasem bardzo zabawnie, ale dzięki temu Patryk wydaje się prawdziwy. Nie jest wykreowanym bohaterem bez wad. Jest chłopakiem, który dopiero uczy się, jak być mężczyzną, partnerem i ojcem.

I właśnie dlatego ta historia tak mocno chwyta za serce. Bo ostatecznie nie chodzi tylko o to, czy Tosia zostanie z Patrykiem, czy wróci do Marty, ani o to, czy w jego życiu na dobre pojawi się Maja. Chodzi o coś znacznie ważniejszego. O człowieka, który pewnego dnia dostaje drugą szansę i odkrywa, że największą miłością jego życia może okazać się mała dziewczynka, której kiedyś nie potrafił być ojcem.


Piękna, wzruszająca i niezwykle budująca historia o tym, że do ojcostwa można dorosnąć. Czasem wystarczy tylko ktoś, kto pierwszy w nas uwierzy. I być może właśnie dlatego po tej książce zostaje nie smutek, ale ogromne ciepło. Bo nie każdy rodzi się dobrym ojcem. Niektórzy dopiero dzięki miłości uczą się nim być.❤️


 Jeśli jeszcze nie czytaliście, polecam książkę z całego serca.



Za egzemplarz dziękuję 

Wydawnictwu FLOW

Komentarze