"Śmierć w Skalnym Lesie", Agnieszka Jeż

 Za każdym razem, gdy sięgam po kryminał, mam wobec niego ogromne oczekiwania. Liczę na napięcie, niepewność, zaskoczenie i fabułę, która nie pozwoli mi odłożyć książki choćby na chwilę. Z takimi właśnie nadziejami zaczęłam lekturę „Śmierci w skalnym lesie” Agnieszki Jeż [Wydawnictwo LUNA współpraca barterowa].




Już na wstępie muszę wspomnieć o okładce – jest naprawdę intrygująca i przyciąga wzrok. Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Luna i, jak zwykle, Wydawnictwo nie zawiodło – oprócz samej publikacji w paczce znalazło się mnóstwo klimatycznych gadżetów nawiązujących do lektury.

Fabuła prowadzona jest w kilku perspektywach czasowych: cofamy się do 2002 roku, obserwujemy wydarzenia z 2015 roku oraz śledztwo prowadzone we współczesności, czyli w 2025 roku. W pierwszych rozdziałach poznajemy Ankę – młodą kobietę z Mińska Mazowieckiego, pracującą w restauracji. To tam spotyka Staszka Topora, górala zajmującego się pracami stolarskimi. Anka, kierując się stereotypami i przekonaniem, że „góral to musi być bogaty”, szybko go uwodzi. Gdy zachodzi w ciążę, wyjeżdża razem z nim w góry.

Sielankowa wizja życia na Podhalu szybko jednak pryska. Staszek – podobnie jak jego ojciec i dziadek – zmaga się z problemem alkoholowym, staje się agresywny, a codzienność Anki coraz bardziej przypomina walkę o przetrwanie. Kobieta znajduje pracę w pensjonacie, rodzi się dwójka dzieci, mijają lata… aż w 2015 roku Staszek znika bez śladu. Co istotne – Anka zgłasza jego zaginięcie dopiero po trzech miesiącach, tłumacząc, że mąż wyjechał do pracy i zapewne wróci.
Sprawa trafia do policjantów z krakowskiego Archiwum X i po latach zostaje ponownie otwarta. W 2025 roku śledczy próbują rozwikłać zagadkę tajemniczego zniknięcia.

Przełom następuje, gdy młoda para nowożeńców, wypoczywająca w pensjonacie, podczas wycieczki znajduje przy brzegu stawu obrączkę. Okazuje się, że należała ona do Staszka Topora. Miejsce znaleziska – Wantule – owiane jest lokalnymi legendami, co tylko potęguje aurę tajemnicy. Od tego momentu śledczy coraz głębiej zanurzają się w historię rodziny Toporów, odkrywając kolejne sekrety. Co tak naprawdę stało się ze Staszkiem?

Muszę przyznać, że mimo ciekawego punktu wyjścia, książka nie spełniła w pełni moich kryminalnych oczekiwań. Nie spodziewałam się krwawego, mrocznego thrillera, ale liczyłam na wartką akcję, napięcie i fabularne zwroty, które wytrącą mnie z równowagi. Tymczasem historia toczy się raczej spokojnym, jednostajnym rytmem. Momentami miałam wrażenie, że czytam obyczajową powieść z wątkiem kryminalnym, a nie rasowy kryminał.

Co więcej, dość szybko domyśliłam się, co się wydarzyło i kto jest zamieszany w zaginięcie Staszka. Zabrakło mi tego „efektu wow”, fabularnego przewrotu, który sprawiłby, że pomyślałabym: „O kurczę, jednak się myliłam!”. Autorka nie wywiodła mnie w pole i nie zaskoczyła rozwiązaniem zagadki – a właśnie na to najbardziej liczę, sięgając po ten gatunek.

Podsumowując: „Śmierć w skalnym lesie” to książka napisana sprawnie, czyta się ją dobrze i bez oporu. Ma ciekawy klimat, interesujące tło Podhala i porusza trudne tematy rodzinnych tajemnic oraz przemocy. Jeśli jednak – tak jak ja – szukacie w kryminale silnego napięcia, dynamicznej akcji i zaskakujących zwrotów fabularnych, możecie poczuć pewien niedosyt.

Jeśli lubicie spokojniejsze kryminały z mocnym wątkiem obyczajowym – ta książka może być dla Was. Dajcie znać w komentarzach, czy napięcie w kryminale jest dla Was kluczowe, czy wystarczy dobra historia i klimat?





Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu LUNA

Komentarze