- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Książki o tematyce wojennej nigdy nie są łatwe. Szczególnie trudne stają się wtedy, gdy opowiadają nie tylko o samej wojnie, ale przede wszystkim o jej skutkach. O głodzie, strachu, zimnie, chorobach, samotności i codziennej walce o przetrwanie. Jeszcze bardziej poruszające są historie, w których wojna dotyka rodzin i dzieci. Dzieci, które zamiast beztroskiego dzieciństwa muszą bardzo szybko nauczyć się dorosłości.
„Sierociniec pełen nadziei” Sylwii Kubik od Wydawnictwa FILIA #współpracabarterowa właśnie taka jest. Przeczytałam ją nie bez emocji, nie bez wzruszenia i nie bez łez. To bolesna i trudna opowieść, ale jednocześnie niezwykle piękna. Historia, która pokazuje, jak wielkie spustoszenie wojna może pozostawić w życiu zwykłych ludzi, a przede wszystkim w życiu dzieci.
Jest rok 1915. Sroga zima, pierwsza wojna światowa i miasto, w którym mieszkańcy żyją w ciągłym strachu. Poznajemy Marię, której mąż przebywa na froncie. Kobieta pracuje w szwalni, jednak jej zarobki nie wystarczają nawet na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb. Razem z dwójką dzieci, starszą Cecylką i młodszym Czesiem, zmaga się z głodem, zimnem i niepewnością każdego kolejnego dnia.
Brakuje jedzenia, opału i poczucia bezpieczeństwa. Maria robi wszystko, aby zapewnić dzieciom choć odrobinę ciepła i pożywienia. Wojna jest obecna w ich codzienności niemal na każdym kroku. Bombardowania, strach przed wkroczeniem rosyjskiej armii i świadomość tego, co może czekać kobiety i dziewczynki, sprawiają, że życie staje się nieustannym oczekiwaniem na kolejne nieszczęście. Los niestety rozdziela dzieci z matką. Czy na zawsze? Rodzeństwo trafia do sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne. Jak dlugo tam pozostaną? Czy ich sytuacja się odmieni?
W tej historii nie ma tylko dorosłych, którzy próbują przetrwać. Są też dzieci, które zostają postawione przed sytuacjami, z którymi nie powinno mierzyć się żadne dziecko. I to właśnie los Cecylki poruszył mnie najbardziej.Ta dziewczynka bardzo szybko musi dorosnąć. Zamiast myśleć o zabawie i dziecięcych przyjemnościach, musi troszczyć się o młodszego brata. Jest odważna, niezwykle zdeterminowana i ma w sobie ogromną wolę przetrwania. Mimo strachu nie poddaje się i robi wszystko, co może, aby chronić tych, których kocha.Jej postawa naprawdę bardzo mi zaimponowała. Myślę, że wielu dorosłych mogłoby się od niej nauczyć siły, odwagi i determinacji.
Czytając tę książkę, wielokrotnie zastanawiałam się, jak wiele może udźwignąć dziecko. Wojna zabiera tym małym bohaterom coś, czego nie da się już odzyskać. Zabiera im beztroskę. Zmusza do szybkiego dorastania. Każe mierzyć się z głodem, zimnem, chorobami, strachem i utratą poczucia bezpieczeństwa.
Czasami naprawdę brakuje mi słów, aby opisać historie dotyczące dzieci, które doświadczają wojny. Tego, co widzą, czego są świadkami, co słyszą i co muszą przeżywać. Dzieci nie powinny znać takich uczuć. Nie powinny zastanawiać się, czy będą miały co jeść, czy przetrwają kolejne bombardowanie i czy jeszcze zobaczą swoich bliskich.
Sylwia Kubik zaskoczyła mnie swoim piórem. Książka jest napisana pięknym, przystępnym językiem, ale autorka nie próbuje ubarwiać wojennej rzeczywistości. Nie odsuwa od czytelnika tego, co trudne i bolesne. Pokazuje świat takim, jaki jest, i zderza swoich małych bohaterów z wydarzeniami, na które nie mają żadnego wpływu.Właśnie ten realizm poruszył mnie najbardziej.Wojna nie jest tutaj jedynie odległym tłem.Jest obecna w pustym garnku, w zimnym mieszkaniu, w strachu przed bombardowaniem, w chorobie, w tęsknocie i w oczekiwaniu na wiadomość o bliskich. Jest także w dziecięcych sercach, które muszą stać się silne zdecydowanie za wcześnie.
A jednak, pomimo tego całego bólu, w tej historii jest coś, co daje nadzieję. Jest nią siła małych bohaterów, ich przywiązanie do siebie, wzajemna troska i wiara, że może jeszcze nadejdzie lepszy dzień.
I chyba właśnie dlatego ta książka tak mocno mnie poruszyła.
„Sierociniec pełen nadziei” to historia, która może złamać serce. To jedna z tych książek, przy których naprawdę warto mieć pod ręką chusteczki. Nie dlatego, że autorka próbuje za wszelką cenę wywołać wzruszenie, ale dlatego, że przedstawiona historia jest tak prawdziwa i tak przejmująca, że trudno pozostać wobec niej obojętnym.
Nie chcę zdradzać Wam, co wydarzy się dalej. Uważam, że losy Cecylki, Czesia i pozostałych bohaterów warto odkrywać samemu.
Została ze mną na długo po odłożeniu książki. To dla mnie nie tylko opowieść o pierwszej wojnie światowej. To przede wszystkim opowieść o dzieciach, które zostały zmuszone do życia w świecie, którego nigdy nie powinny były poznawać. O ich strachu, tęsknocie, sile i nadziei. O tym, że nawet w najtrudniejszych czasach człowiek potrafi znaleźć w sobie ogromną siłę, aby walczyć o kolejny dzień.
Bardzo chciałabym, aby takich historii było jak najmniej. Aby dzieci mogły żyć szczęśliwie, spokojnie i beztrosko. Aby ich największym problemem były dziecięce troski, a nie głód, strach i wojna.
Dlatego uważam, że warto przeczytać powieść również po to, aby pamiętać, jak wielką cenę za wojny płacą zwykli ludzie. A szczególnie ci najmniejsi, którzy nie mają żadnego wpływu na decyzje dorosłych.
Mam głęboką nadzieję i bardzo mocno w to wierzę, że wszystkie wojny, które dziś wciąż trwają, kiedyś się skończą. Że świat stanie się lepszym i bezpieczniejszym miejscem. Miejscem, w którym dzieci będą mogły po prostu być dziećmi, żyć bez strachu, bawić się, marzyć i cieszyć się swoim dzieciństwem.
Bo żadne dziecko nie powinno dorastać w cieniu wojny.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu FILIA
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje

Komentarze
Prześlij komentarz