Bardzo lubię sięgać po książki z wątkiem II wojny światowej i czasów powojennych. Ostatnio trafiam na naprawdę poruszające historie i muszę Wam powiedzieć, że „Jak w korcu maku” Małgorzaty Manelskiej jest jedną z tych książek, które zostają w głowie i w sercu na długo. To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, ale już wiem, że nie ostatnie. Zachwyciła mnie jej wrażliwość, styl i sposób, w jaki oddaje emocje bohaterów.
Historia rozgrywa się w dwóch płaszczyznach czasowych. Współcześnie poznajemy Karolinę, ofiarę przemocy domowej. Po kolejnej awanturze ucieka z domu razem z dwiema córeczkami. Kończy jej się paliwo, a pomoc znajduje u starszej pani Marty. To przypadkowe spotkanie staje się początkiem niezwykłej relacji i odkrywania tajemnic z przeszłości.
Przenosimy się również do lat 1947 i 1948, kiedy poznajemy rodzinę Dąbrowskich. Polak i Ukrainka wraz z dziećmi zostają wysiedleni z Kresów Wschodnich. Osiedlają się w Barwinach niedaleko Szczytna. Chcą po prostu rozpocząć nowe życie, ciężko pracować i nikomu nie zawadzać, jednak mieszkańcy patrzą na nich z nieufnością ze względu na tragiczne wydarzenia na Wołyniu.
Jedną z ważnych bohaterek jest Helena, najstarsza córka Dąbrowskich. Utalentowana i ambitna dziewczyna, dzięki wsparciu nauczycielki, ma szansę się kształcić i później podejmuje pracę w PGR. Tam poznaje dyrektora, w którym się zakochuje. Kim okaże się ten mężczyzna i jak potoczą się ich losy?
Jest też Margarete, córka niemieckiego hrabiostwa, która wraz z małą córeczką Eleonorą pozostaje w niepewności, czekając na męża Gustawa walczącego na wojnie. Nadchodzą Rosjanie, a wraz z nimi przerażające pogłoski o gwałtach i mordach. Margarete nie chce uwierzyć, że zagrożenie może dotknąć także jej rodzinę. Kiedy otrzymuje możliwość wyjazdu do ciotki, postanawia zostać i czekać na męża. Ta decyzja okazuje się tragiczna w skutkach, choć jej i córeczce w pewien sposób udaje się ocaleć. Losy Eleonory będą miały ogromne znaczenie dla całej historii.
Autorka porusza tutaj wiele ważnych tematów. Mamy przemoc domową, poszukiwanie własnej tożsamości, rodzinne tajemnice, wysiedlenia, trudne powojenne początki, walkę o lepsze życie dla siebie i swoich dzieci, miłość, stratę i konieczność mierzenia się z przeszłością. Pojawia się również subtelny wątek paranormalny, który dodaje tej historii jeszcze więcej tajemniczości.
Fabuła jest rozbudowana, ale dzięki temu możemy naprawdę zanurzyć się w świecie bohaterów. Wszystko jest bardzo plastyczne, bohaterowie świetnie wykreowani, a dialogi naturalne i niewymuszone. Książka jest napisana pięknym, emocjonalnym językiem i czyta się ją z ogromnym zaangażowaniem.
Losy Margarete i jej córeczki szczególnie mnie poruszyły. Emocje sięgały zenitu, a niejednokrotnie trudno było mi odłożyć książkę.
„Jak w korcu maku” to zdecydowanie jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam w drugim półroczu 2026 roku. To piękna, przejmująca i pełna tajemnic opowieść o kobietach, ich sile, przeszłości, która nie pozwala o sobie zapomnieć, i o walce o własne życie.
Jeżeli szukacie wartościowej, emocjonalnej historii, w której bohaterowie zostają z Wami na dłużej, z całego serca Wam ją polecam. ❤️
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Filia


Komentarze
Prześlij komentarz