"To nie jest rozmowa na telefon", Jakub Bączykowski

 Czy uważacie, że na emeryturze dziadkowie powinni pomagać swoim dzieciom, zajmować się wnukami, czy raczej w końcu zadbać o siebie, swoje pasje, zdrowie i zainteresowania? Jak to z tym jest? Wiem, że opinie są podzielone.

Dlaczego o to pytam? Wczoraj przeczytałam książkę Jakuba Bączkowskiego „To nie jest rozmowa na telefon” Wydawnictwa WAB [#współpracabarterowa] muszę przyznać, że pochłonęłam ją jednym tchem. Daje ona naprawdę dużo do myślenia...


Poznajemy w niej sześćdziesięciokilkuletnią Krystynę Barańską, która pracowała w bibliotece, a wcześniej była nauczycielką języka polskiego. Przeszła na zasłużoną emeryturę i teraz spędza czas z mężem Edwardem. Ma dwoje dorosłych dzieci. Młodszy syn Artur przebywa za granicą i różnie mu się tam wiedzie. Krystyna w tajemnicy przed starszą córką wysyła mu pieniądze. Z kolei Agnieszka ma dwoje dzieci, które często z mężem podrzuca rodzicom, nierzadko w ostatniej chwili i bez konsultacji.

Starsze małżeństwo często musi rezygnować ze swoich planów. Tymczasem Krystyna odkrywa w sobie nową pasję, fascynację Italią. Marzy o podróży do Włoch, uczy się języka włoskiego i rozsmakowuje w tamtejszej kuchni. Założyła także klub czytelniczy, gdzie spotyka się z przyjaciółkami i rozmawia między innymi o sprawach rodzinnych oraz o tym, czy jako babcia powinna się całkowicie poświęcić rodzinie.
W książce pojawia się również jej siostra Kazia. W dzieciństwie były porównywane przez matkę. Krysia uchodziła za tę mądrą, a Kazia za pracowitą. To właśnie Kazia po szkole rolniczej została na gospodarstwie, aby opiekować się rodzicami, podczas gdy Krystyna mogła się kształcić...

Z czasem Krystyna i Edward zaczynają być zmęczeni sytuacją, w której ich potrzeby schodzą na dalszy plan. Kochają dzieci i wnuki, ale odczuwają też wyrzuty sumienia, gdy chcą zrobić coś dla siebie, odpocząć i skorzystać z życia. Dochodzi do kilku wydarzeń, które zmuszają wszystkich do refleksji.

Muszę przyznać, że momentami miałam ochotę potrząsnąć Krystyną, żeby w końcu zawalczyła o siebie i postawiła granice. Jej mąż próbował to zrobić, ale ona często zgadzała się na kolejne ustępstwa. W pewnym momencie dochodzi nawet do sytuacji bliskiej tragedii. Czy to coś zmieni w podejściu ich dzieci i ich samych?

To bardzo ciekawa i wartościowa książka. Uważam, że powinni po nią sięgnąć zwłaszcza dorośli, którzy są przekonani, że rodzice na emeryturze mają obowiązek pomagać i zajmować się wnukami.

Ja osobiście absolutnie tak nie uważam. Jestem ogromnie wdzięczna dziadkom moich dzieci za każdą pomoc i chęć spędzania czasu z wnukami, ale nigdy tego nie oczekuję. Uważam, że mają pełne prawo do własnych pasji, spokoju i życia na swoich zasadach.

Dzieci są przede wszystkim naszą odpowiedzialnością i to my powinniśmy zapewnić im opiekę oraz bezpieczeństwo. Oczywiście, jeśli dziadkowie chcą pomagać, jest to bezcenne wsparcie, ale nie powinno być traktowane jako obowiązek.

Ta książka przypomina, że emerytura to nie koniec życia. To czas, w którym można nadal realizować marzenia, rozwijać zainteresowania i po prostu dobrze żyć.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu WAB 

Komentarze