piątek, 21 lipca 2017

"Miejsce zwane domem", E.Skiba, Wyd. Novae Res



"Miejsce zwane domem"
Autor: Ewelina Skiba
Wydawnictwo: Novae Res
 Liczba stron: 260
Rodzaj literatury: obyczajowa

W ubiegłym tygodniu dzieliłam się z Wami wrażeniami na temat książki pt. "Marysia", Eweliny Skiby (KLIK). Tak jak pisałam, była to kontynuacja innej książki tej samej autorki, pt. "Miejsce zwane domem". Wtedy jej nie znałam i nie wiedziałam o tym, że czytam drugą część opowieści, która ma swój początek w innej książce. Obiecałam, że to nadrobię i słowa dotrzymałam :) Dziś opowiem Wam o niej. Książka była dla mnie pewnym zaskoczeniem i to nie tylko dlatego, że jest grubsza od części drugiej o 100 stron. Dlaczego? Napiszę pod koniec postu :)

Pierwszym, co mnie zauroczyło w niniejszej publikacji, to jej okładka. Ma taki zimowy akcent, że w to upalne lato zatęskniłam wprost za śniegiem i Świętami. Myślałam, że o nich też tu będzie. było, ale niewiele. Bohaterów już znam, jednak to jest część pierwsza, więc wiele faktów i rzeczy mnie ominęło, a ja tej książki byłam bardzo ciekawa, więc...


Akcja historii opisanej przez Ewelinę Skibę rozpoczyna się w mroźny wieczór, 15 grudnia 1976 roku. Marysia Sidło (znamy ją z części drugiej), młoda dziewiętnastoletnia dziewczyna tuła się po ulicach miasteczka. Jest głodna, przemarznięta i szuka pracy. Jej matka uznała, że dziewczyna jest na tyle dorosła, aby zadbać sama dla siebie i zarabiać na swoje utrzymanie. Mogę powiedzieć, że po prostu wyrzuciła dziewczynę z domu, aby mieć przysłowiowo "mniej gęb do wykarmienia". Marysia to prosta dziewczyna. Z dala od swojej wioski czuje się zagubiona i przestraszona. 

Puka od drzwi do drzwi, jednak nikt nie potrzebuje pomocy domowej. Postanawia zapytać jeszcze gospodarzy ostatniego, dużego domu. I tak właśnie Marysia stoi przed progiem małżeństwa Małgorzaty i Pawła Pilchów, którzy dla siedmiorga dzieci stworzyli zastępczy rodzinny dom. Gdy mężczyzna otwiera jej drzwi, ona nie potrafi się wysłowić ani wytłumaczyć, po co w ogóle przyszła. Małgorzacie również nie potrafi tego wyjaśnić. Jednak kobieta przyjmuje dziewczynę pod swój dach. Obcą, zupełnie nieznaną dziewczynę, o której nie wie nic! To oczywiście nie podoba się Pawłowi, jednak Marysia szybko zjednuje sobie sympatię maluchów, szczególnie małej Leny. Szybko okazuje się też, że Marysia nie potrafi liczyć, czytać ani pisać. Dla małżonków - pedagogów to nie do pomyślenia. Nie skreślają jednak dziewczyny. 

 Jednak relacje z nią i rozmowy, nie zawsze będą układają się pomyślnie. Dziewczyna jest bezpośrednia i dość prostolinijna, bez ogłady. Najpierw mówi, potem myśli, co nie raz wyprowadzi Małgorzatę z równowagi. Z czasem, mimo wad i braku wiedzy w wielu kwestiach, dziewczyna staje się w domu Pilchów kimś więcej niż gosposią i opiekunką do dzieci. W książce możemy zauważyć "przeskoki" jeśli chodzi o daty. Na początku akcja dzieje się w 1976 roku, jednak później szybko przechodzi do lat osiemdziesiątych, do roku 1986.

W książce podobają mi się relacje, które łączą małżonków i to, jak wielkim są dla siebie wsparciem. Są dla siebie czuli, troskliwi. Mimo, iż zdarzają się między nimi nieporozumienia, zawsze i wszędzie mogą na siebie polegać. Paweł darzy żonę głębokim uczuciem. Mimo upływu lat, wciąż uważa ją za atrakcyjną kobietę i za wspaniałą matkę, jaką jest przecież dla zupełnie obcych dzieci. Dzieci tak różnych, pochodzących z różnych rodzin. Maluchów ze swoimi przyzwyczajeniami, nawykami, wadami czy ułomnościami. Dwójka dzieci, Witek i Agnieszka są niepełnosprawni. Dla niej nie ma to najmniejszego znaczenia. Kocha ich ponad wszystko i gdy okazuje się, że ta dwójka ma niebawem opuścić jej dom, jest zrozpaczona. Od tej kobiety bije wielka siła i dobroć, dlatego z miejsca ją polubiłam.

Lektura bardzo mi się podobała. Wiele scen mnie wzruszyło (odejście z domu Witka i Agnieszki, która mocno to przeżyła), ale niektóre mnie denerwowały, m.in. pewne zachowania Marysi. Podziwiałam wtedy Małgorzatę za jej cierpliwość i upór zatrzymania dziewczyny w domu, kiedy nawet Paweł próbował nakłonić żonę do oddalenia gosposi.

 Czytając książkę miałam wrażenie, że to nie ona jest główną bohaterką, tylko Małgorzata Pilch. Większość tekstu poświęcone jest jej oraz jej rodzinie. W pewnym momencie w książce pojawia się postać Filipa Gołębiewskiego (więcej o nim w "Marysi"). Dzięki przeczytaniu tej części, dowiedziałam się więcej o jego osobie, wykonywanej profesji oraz... kalectwie.

Mogłabym napisać, że książka ta idealnie wpisuje się do lektur idealnych na długie jesienne wieczory. Ale tak nie napiszę. Uważam, że jest świetna na każdą porę dnia i nocy :) Czyta się ją lekko i szybko, tak jak lubię :) Polecam jednak przeczytanie obu części aby mieć pełniejszy zarys fabuły oraz wyrobić swoje zdanie na temat bohaterów.


Obie książki: "Miejsce zwane domem" oraz "Marysia", znajdziecie klikając w oznaczone linki poniżej:


i


12 komentarzy:

  1. Czytac o takich relacjach między małżonkami to czysta przyjemność :)
    Faktycznie okładka przyciąga wzrok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Ja od razu poczułam Święta 😁

      Usuń
  2. Zdecydowanie bardziej wolę literaturę grozy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Ja absolutnie nie 😉 Wolę spokojne klimaty 😊

      Usuń
  3. Kolejna świetna książka po debiucie w Novae Res. Bardzo przyjemna i przyciągająca wzrok okładka. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam i również pozdrawiam 😊

      Usuń
  4. Po okladce juz widac ze to literatura o milosci. Ech milosc jest wspaniala, ale te relacje malzenskie nie sa zawsze rozowe. Karola Jusinska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm...O malżeństwie owszem, jednak główny temat to rodzinne domy dziecka o czym wspomniałam w tym wpisie. To nie jest żaden romans.To książka obyczajowa o małżeństwie, które stworzyło dom dla dzieci z różnych środowisk. Bohaterką jest również prosta dziewczyna zatrudniona jako pomoc domowa, jednak szybko malżeństwo Pilchów zaczeło traktować ją jako członka rodziny.

      Usuń
  5. To koniecznie muszę przeczytać obie części.

    OdpowiedzUsuń